Dodano produkt do koszyka

BESTSELLER

Sauvignon Blanc Organic, Misty Cove, Sauvignon Blanc, Marlborough, Nowa Zelandia, wino białe

Sauvignon Blanc Organic, Misty Cove, Sauvignon Blanc, Marlborough, Nowa Zelandia, wino białe

Producent: Misty Cove, Nowa Zelandia

Cechy produktu
Podstawowe informacje
  • Kolor
  • Białe
  •  
  • Smak
  • Wytrawne
  •  
  • Rodzaj:
  • Wino Eko
  •  
  • Szczep:
  • sauvignon blanc
  •  
  • Kraj pochodzenia:
  • Nowa Zelandia
  •  
  • Styl wina:
  • Rześkie, Eleganckie
  •  
  • Możliwość starzenia
  • pić teraz lub do 2 lat
  •  
  • Ekologiczność
  • zrównoważone rolnictwo, organiczna
  •  
  • Region apelacja
  • Marlborough
  •  
  • Region geograficzny
  • Marlborough
  •  
  • Rocznik
  • 2019
  •  
-20%

dla zalogowanych

Cena: 90.00 brutto

Ilość:
Koszty dostawy:
  • Kurier 20.00 zł brutto
  • Odbiór osobisty lub przez upoważniony podmiot 0.00 zł brutto
  • Dostawa na terenie Warszawy tego samego dnia 20.00 zł brutto
  • Dostawa na konkretny termin 37.00 zł brutto
  • Od 150zł dostawa 10zł
  • Od 300zł dostawa 0zł
Dostępność:
Opis produktu
Sauvignon Blanc Organic, Misty Cove, Sauvignon Blanc, Marlborough, Nowa Zelandia, wino białe

Sauvignon Blanc Organic, Misty Cove, Sauvignon Blanc, Marlborough, Nowa Zelandia, wino białe

Szczep: sauvignon blanc

img/certificates/biogro.jpg
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Słodycz

Kwasowość

Taniny

 
 
 
 
 
 
 
 
 

#rześkie #eleganckie

Rześkie i eleganckie białe wino, produkowane z mocno dojrzałych winogron z upraw organicznych w regionie Marlborough. Nos mocno ziołowy i owocowy, z wyraźną nutą melona. Na podniebieniu pojawia się zielony agrest i bardzo wyraźne ziołowo-mineralne posmaki. Eleganckie wino, które pasuje do dań z drobiu i makaronów w gęstych śmietanowych sosach. Świetne jako aperitif.

Producent - Czyli kto mnie zrobił?

Misty Cove, Nowa Zelandia

Misty Cove, Nowa Zelandia

POZNAJ PRODUCENTA
Opinie, recenzje, testy:

Ten produkt nie ma jeszcze opinii

Twoja opinia

Ocena:
  • Wszystkie pola są wymagane
Wino im starsze tym… gorsze? Czyli o prawidłowym przechowywaniu.

Wino im starsze tym… gorsze? Czyli o prawidłowym przechowywaniu.



To, że wino jest im starsze tym lepsze, to najczęściej powtarzany mit odnośnie wina. Ok, może nie całkiem mit, ale pół-, albo nawet ćwierć prawda. Są wina, które zdecydowanie zyskują w czasie i kilku, a nawet kilkunasto- (w wyjątkowych przypadkach kilkudziesięcio-) letnie leżakowanie wyjdzie im na dobre. Są one jednak w zdecydowanej mniejszości – większość butelek obecnych na rynku jest najlepsza, kiedy jest młoda, ich siłą jest owocowość, wigor, świeżość, które z czasem będą traciły – przykładem niech będzie nowozelandzkie sauvignon blanc lub klasyczne Prosecco, ale także lekkie, owocowe czerwienie. Jedno jest natomiast pewne – ani odpowiednie dojrzewanie, ani utrzymanie świeżych aromatów nie będzie możliwe, jeżeli butelki będą nieprawidłowo przechowywane. I o tym chcemy dziś porozmawiać.


Butelki zamknięte


Zasady w obu przypadkach są, z grubsza, takie same. Przechowując wino, musimy wystrzegać się przede wszystkim zagrożeń na nie czyhających. A są to:

Światło – większość butelek zrobionych jest z ciemnego szkła, jednak nawet ono nie chroni wina w 100%-ach przed niekorzystnym działaniem światła, które, po dłuższej ekspozycji na nie, może w wyczuwalnych sposób „spłaszczyć” nasze wino. Dlatego istotne jest, by wina przechowywać w zaciemnionym miejscu.

Temperatura – ani za wysoka, ani za niska, a także, co nie mniej istotne – stałe. Optymalne warunki do dłuższego przechowywania wina to stałe 10-14 stopni Celsjusza.  Wyższa temperatura niebezpiecznie przyspiesza dojrzewanie wina, zbyt niska może spowodować niekorzystne procesy chemiczne powodujące choroby czy zepsucie wina.

Pozycja – korki mają to do siebie, że wysychają, a wysychając przepuszczają do środka butelki więcej powietrza, co zdecydowanie przyspieszy ewolucję naszego wina, zwykle niestety w niekorzystny sposób, powodując jego utlenienie. Pamiętajcie więc, by Wasze butelki leżały w pozycji horyzontalnej tak, by spód korka miał stały kontakt z winem. Uwaga – nie dotyczy to butelek z nakrętką czy szklanym korkiem.

Wilgotność powietrza – optymalna jest na poziomie 65-75%. Zbyt niska przyspieszy wysychanie korka, zbyt wysoka może przynieść jego pleśnienie.

Drgania – wina lubią spokój. Regularne wstrząsy mogą przyspieszyć procesy zachodzące w ewolucji wina, co negatywnie odbije się na jego kondycji.

Kiedyś powszechnym i najlepszym miejscem do długiego przechowywania wina była piwnica – ciemna, chłodna, delikatnie wilgotna. Dziś zdecydowanie częściej zastępuje ją domowa lodówka na wino – proste modele są przystępne cenowo, a w zupełności wystarczają do przechowywania kolekcji kilkunastu czy kilkudziesięciu win, załatwiają nam problemy zarówno półmroku, temperatury, pozycji i wilgotności. Pamiętajmy tylko nie stawiać ich w pobliżu źródeł drgań (np. obok pralki )

Jeżeli nie macie lodówki – bez paniki. Być może nie uda Wam się utrzymać doskonałego Burgunda w dobrej formie przez kilkanaście lat, ale aby wino było w dobrej kondycji, aż nie uznacie, że przyszedł moment na jego otwarcie, wystarczy położyć je w ciemnej szafie w najchłodniejszym miejscu mieszkania.
Zdecydowanie kiepskim pomysłem jest przechowywanie wina na wolnostojących lub ściennych stojakach, a jeszcze gorszym są owe stojaki umieszczone w kuchni – światło, ciepło, wahania temperatury i wilgotności mamy tu jak w banku. Barek jest w porządku, o ile jest ciemny i wina mogą w nim leżeć – stojące butelki za szklaną witryną z pewnością długo w dobrej formie nie będą.


A co z otwartymi butelkami?


Po otwarciu butelki wina jego żywotność jest zdecydowanie ograniczona – niektóre wina, częściej czerwienie niż biele, zyskują nawet na kilkunastogodzinnym, intensywnym kontakcie z tlenem, później jednak zwykle zaczyna się równia pochyła w dół jakościowy. Co zrobić, by to ograniczyć (bo zatrzymać się nie da) i cieszyć się dobrym winem przez dłuższy czas?

Coravin
Coravin to urządzenie, które pozwala nalać porcję wina bez otwierania butelki. Jego kluczowymi elementami jest igła oraz naboje z argonem – neutralnym dla wina gazem. Igła wbijana jest przez korek, pobiera wino i jednocześnie aplikuje do butelki argon chroniący je przed utlenieniem. Producent mówi o zachowaniu walorów na „długie lata”, doświadczenia użytkowników częściej wskazują jednak na 2-3 miesiące. Tak czy owak, jest to niewątpliwie rewolucja w przechowywaniu „otwartego” (bo w tym przypadku należy użyć cudzysłowu) wina. Jeżeli często macie ochotę na tylko kieliszek waszego wina, w dodatku pijecie raczej nie najtańsze pozycje, to rozważcie ten zakup. Dlaczego nie najtańsze? Samo urządzenie nie jest tanie, podobnie jak naboje z argonem.

Pompka do wina

Pompki próżniowe to jeden z najprostszym, a zarazem efektywnych sposobów na przedłużenie żywotności otwartego wina. Składają się z gumowego korka i owej pompki odsysającej powietrze z wnętrza butelki. Pozwala to w prosty sposób ograniczyć utleniania i przedłużyć świeżość wina, nawet do kilku dni w przyzwoitej kondycji. Pompki elektryczne to fajny gadżet, ale ich cena jest wyższa, a skuteczność nie jest lepsza.

Plan minimum
Jeśli nie mamy absolutnie żadnych pomocnych gadżetów do przedłużenia życia naszego wina, to minimum, co możemy dla niego zrobić, to jak najszczelniejsze zamknięcie butelki, włożenie wina do lodówki (niska temperatura spowalnia procesy chemiczne) i trzymanie go w pozycji pionowej – raz, że nawet najgłębiej włożony, raz otwarty korek, będzie cieknął, dwa, że w tej pozycji ograniczamy pole kontaktu powierzchni wina z tlenem. Cudów jednak po tej metodzie się nie spodziewajmy – dobrze, by takie wino zostało wypite w ciągu 2 dni, jeśli zależy nam na jego walorach.

Obserwowanie ewolucji wina to wspaniała nauka, zabawa oraz przyjemność. Przyznacie, że zapewnienie mu dobrych do tego warunków nie jest takie trudne – wystarczy drobna inwestycja lub rozsądne wygospodarowanie przestrzeni. Niewiele, a może przynieść mnóstwo radości. Zachęcamy do budowania swojej winnej kolekcji i obserwacji, jak czas działa cuda. 

Cała prawda o zakręcanych winach.

Cała prawda o zakręcanych winach.



Drodzy Państwo, dobre wino to tylko z prawdziwym korkiem! Na zakrętkę to są oranżady, albo podejrzane zajzajery. A wino z kartonu? Sort najgorszy, w Jarocinie ’83 lepsze rzeczy piliśmy…

… tak może powiedzieć tylko ignorant, który od chyba 20 lat nie wychodził z piwnicy.

Drodzy Państwo, porozmawiajmy dziś nie o tym, co na co dzień pijamy, ale o tym, w czym to wino spoczywa przed transferem do naszego kieliszka. A opcji do wyboru jest wiele: butelki z korkami prawdziwymi, syntetycznymi, szklanymi, kartony (bag in box), czy nawet kegi (beczki, jak na piwo). Jeżeli macie jeszcze jakiekolwiek uprzedzenia co do alternatywnych do niegdyś jedynego słusznego, prawdziwego korka, to dziś pomożemy Wam się ich wyzbyć – uprzedzenia są niefajne, a kierując się nimi tylko się traci!


Korek naturalny


Korek jest król zamknięć, jak lew jest król dżungli.  Dla tradycyjnych winomanów starej daty może to być ciągle jedyne akceptowalne rozwiązanie. Niestety, te przekonanie wynika ze zbyt dużego przywiązania do tradycji oraz, niestety, z niewiedzy. Korek naturalny jest oczywiście świetnym rozwiązaniem dla niektórych win, w innych natomiast można go łatwo zastąpić (nawet z lepszym skutkiem), niesie też ze sobą pewne ryzyko. Otóż najważniejszą cechą korka naturalnego jest jego mikro-przepuszczalność powietrza – zdecydowanie sprzyja to ewolucji win, która następuje w sposób powolny i bardzo atrakcyjny, jeżeli wino do takiego dojrzewania mają predyspozycje. Dopóki takie wina produkowane będą (a będą), a technologia korków syntetycznych nie pójdzie do przodu, dopóty pozycja korka w tym segmencie będzie niezagrożona. Korek wygrywa również wizerunkowo – klienci go lubią, jest bardziej prestiżowy od plastiku, potrafi być nawet pamiątką. Na tym, niestety, zalety się kończą…

Naturalny korek jest drogi. W skali całego produktu może bardzo się tego nie odczuwa, ale zawsze trochę wpływa na cenę. Do niektórych krajów trzeba go importować z bardzo daleka (np. do Nowej Zelandii, która jako pierwsza polubiła się z zakrętką). Korek to ryzyko – zarówno choroby korkowej (TCA - trójchloroanizol), która powoduje destrukcję aromatów wina, jak i ryzyko nadmiernego utlenienia – zwłaszcza, jeśli wino jest nieodpowiednio przechowywane (np. w pozycji stojącej – korki wysychają, rozszczelniają się i przepuszczają zbyt dużo tlenu – pamiętajcie o tym, trzymając wino w domu przez dłuższy czas). Statystyki mówią, że nawet 2-3% win zamkniętych korkiem może być dotkniętych wadą korkową!

Wniosek: Naturalne korki używane są prawie we wszystkich stylach i półkach cenowych win, co wynika z winiarskiej tradycji i przyzwyczajeń konsumentów. Nie zawsze ma to uzasadnienie, chyba, że mówimy o winach z potencjałem dojrzewania – wtedy korek to mus!


Zakrętka


Biedna zakrętka, pogardzana przez wiele lat jako rzecz niegodna porządnego wina. A jakże niesłusznie! To bardzo skuteczne, tanie i proste w obsłudze zamknięcie. Sekretem do jej docenienia jest zrozumienie, w jaki sposób działa na wino, oraz, przede wszystkim, co winiarz chce nam powiedzieć, używając jej w swoim produkcie.

Zakrętka mówi nam przede wszystkim: „Pij mnie tu i teraz, lepsze nie będę”. Wino pod zakrętką nie dojrzeje tak pięknie, jak to ma szansę pod naturalnym korkiem. Ale czy tego właśnie oczekujemy od młodziutkiego, świeżego sauvignon blancZakrętka doskonale izoluje wino od powietrza z zewnątrz, utlenienie praktycznie nie zachodzi, a wino potrafi dłużej zachować swój świeży aromat. Zdecydowana większość światowej produkcji to wina, których najlepszy moment to ten od razu, lub maksymalnie w ciągu kilku lat od zabutelkowania, i dla nich to właśnie zakrętka jest dużo lepszym rozwiązaniem, niż naturalne korki. Są także zdecydowanie tańsze, oraz możliwe do wyprodukowania w każdym miejscu na świecie. O wadzie korkowej nie ma mowy. Nie musimy także przejmować się pozycją, w jakiej wino stoi – zakrętka nie wyschnie i nie rozszczelni się tak, jak korek. Otworzyć i zamknąć – dużo łatwiej. Same zalety? No prawie – każdy kij ma dwa końce, i ochrona przed jedną wadą (utlenienie) może powodować wadę inną – redukcję, powodującą wytworzenie się nieprzyjemnych aromatów wina.

Wniosek jest prosty – jeżeli szukacie wina, którego atutem jest świeżość, młodzieńczość, intensywne, owocowe aromaty – patrzcie przychylnie na te zamknięte zakrętką, nawet (a może zwłaszcza) w wysokiej półce cenowej.


Bag in box – wino z kartonu.


To już przesadziliście… Wino w kartonie w porządnym sklepie specjalistycznym?
A dlaczego nie?

Spójrzmy na to stricte analitycznie, odkładając sentymenty – jakie cechy ma tego typu opakowanie? Wino w kartonie, czyli bag in box, to tak naprawdę nie wino w kartonie, tylko wino w worku, który jest w kartonie :) A co daje worek? Z grubsza to samo co zakrętka – jest szczelny, tani (większa objętność wina w jednym opakowaniu, łatwiejszy transport), nie ma ryzyka wad związanych z korkiem. To nie wszystko - bag in box nie przepuszcza światła słonecznego, którego należy unikać przy przechowywaniu wina. Przyznacie, głębiej się zastanawiając dochodzimy do wniosku, że to całkiem rozsądne rozwiązanie!
No dobrze, ale pewnie wielu z Was ma nienajlepsze doświadczenia z winem z kartonów – wierzymy, stosunkowo często są to wina przeciętnej jakości. Jest to jednak decyzja producenta, są tacy, którzy w tego typu opakowania rozlewają wina znakomitej jakości. Warto nie być do nich uprzedzonym – możemy miło zaskoczyć się nie tylko smakiem, ale też ceną oraz przydatnością do spożycia – nawet jeśli nie wypijecie go na raz – wytrzyma ono w dobrej formie nieco dłużej, niż wino w butelce.

Pozostaje jeszcze kilka alternatywnych zamknięć – korki naturalne przetworzone (co raz lepsze), korki syntetyczne (mają sporo wad, ale być może to w nich jest przyszłość), szklane korki (ładne, drogie, szczelne). Wszystkie mają jedno zadanie, choć każde wykonuje je nieco inaczej. Istotne, by ten, kto decyduje, którego z nich użyć, wiedział, po co i dlaczego je wybiera. Winiarze z dobrych winnic to wiedzą. A dobre sklepy mają wina tylko z dobrych winnic :)

Cheers!

Winni emigranci. Cz. 1. – białe szczepy

Winni emigranci. Cz. 1. – białe szczepy



Z pewnością macie w swoim towarzystwie osoby, które swoje miejsce na Ziemi odnaleźli niespodziewanie, stosunkowo późno, z dala od miejsca swych korzeni. Nadal dobrze czują się w rodzinnych stronach, ale to gdzie indziej jest ich nowy, lecz najprawdziwszy dom. Nie inaczej jest w świecie wina, i nie chodzi nam tu o migrujących pracowników winnic. Chodzi o migrujące winorośle.

Kolebką vitis vinifery jest Europa, zwana winiarskim Starym Światem. Tutaj tradycja uprawy winogron i tworzenia wina jest dużo dłuższa, niż w Nowym Świecie (czyli poza Europą), jednak jest wiele odmian, które na tyle dobrze zaadaptowały się za oceanem, że swą jakością, popularnością i sławą potrafią dorównać, a nawet przyćmić europejskich braci. I to właśnie na nie chcemy zwrócić dziś waszą uwagę, skupiając się na białych odmianach – francuskich emigrantach.


Sauvignon blanc


Sauvignon blanc pochodzi z Francji, i mimo, że dzisiaj już właściwie cała Europa robi wina z tego szczepu, to francuzi nie mają w tej dziedzinie sobie równych. Wzorcem metra są tutaj wina Doliny Loary, zwłaszcza z najsławniejszych apelacji Sancerre i Pouilly Fume – świeże, kwasowe, sprężyste, z nutami cytrusów, trawy i akcentami mineralnymi. Kawałek na południe, w Bordeaux ,również robi się doskonałe wina oparte o sauvignon blanc, z domieszką semillon. To wspaniałe wina, które jednak muszą oddać palmę pierwszeństwa dużo młodszym kolegom…

… z Nowej Zelandii. Mimo, że sauvignon blanc miało tu tylko niecałe 50 lat, by się zadomowić, to trzeba przyznać, że nie marnowało czasu. Nowozelandzkie wina z tej odmiany zajmują w tym momencie zdecydowanie pierwsze miejsce pod względem wielkości sprzedaży i rozpoznawalności. Dla konsumenta, zwłaszcza młodego, skojarzenie jest jasne – sauvignon blanc to Nowa Zelandia, Marlborough! Wina te posiadają podobną do francuskich świeżość, sprężystość, lecz są nieco bardziej słoneczne, z aromatami idącymi w kierunku owoców tropikalnych. Prawdziwe owocowe bomby, uwielbiane zwłaszcza, gdy robi się cieplej. Często pochodzą też z upraw organicznych, nie rujnują też portfela.


Chardonnay

Chardonnay pochodzi z Francji, konkretnie z Burgundii, a nazwa, oznaczająca „ziemię ostów”, pochodzi od małego miasteczka w gminie Mâcon – możecie dodać do swej życiowej „to do list” dodać – „wypicie chardonnay w Chardonnay”. Tutaj o wyprowadzce z rodzinnego domu mówić nie można – francuskie chardonnay to jedne z najlepszych, najbardziej cenionych win na świecie, począwszy od Szampanów Blanc de Blanc, przez chłodne, przenikliwe Chablis, po pełne, złożone wina z Mersault, przez wielu uznawane za najlepsze białe wina na świecie.

Chardonnay to prawdziwy kosmopolita, który dobrze odnajduje się praktycznie w każdym klimacie. Znajdziemy go i w Australii, i w Ameryce Południowej, i w Afryce i wszędzie tam potrafi dać wybitne wina spokojne i musujące. Chcemy dziś jednak zwrócić uwagę na najsłynniejszy nowoświatowy region – Kalifornię. Sława kalifornijskich chardonnay zaczęła się w 1976 roku, kiedy na słynnej Degustacji Paryskiej, zorganizowanej przez Stevena Spurriera, Chateau Montelena 1973 pokonało w teście w ciemno najlepszych, francuskich rywali. 3 i 4 miejsce również zajęły wina kalifornijskie, a oceny dokonywali francuscy sędziowie. Zasady testu nie były perfekcyjne, wyniki były dyskutowane i podważane jeszcze długo później, jednak wieść rozniosła się po świecie już na dobre. Kalifornijskie słońce pozwala owocom chardonnay mocno dojrzewać, a winiarze często nie szczędzą winu kontaktu z dębem, co tworzy charakterystyczny, ekspresyjny styl pełnych, intensywnych win, z nutami owoców tropikalnych, wanilii i masła.

Chenin Blanc

Chenin Blanc to wino o bardzo starym rodowodzie, pochodzące z Doliny Loary i to właśnie w tym francuskim regionie znajdziemy go naprawdę sporo, zarówno jeśli chodzi o ilość nasadzeń, co bogactwo stylistyczne win z niego tworzonych – w zależności od apelacji i dojrzałości winogron potrafi dać wspaniałe wina musujące, szczupłe, lekkie, ale także krągłe i intensywne białe wytrawne, subtelnie słodkie lub wręcz likierowe wina z winogron dotkniętych szlachetną pleśnią. Do tego najlepsze butelki potrafią fenomenalnie wręcz się starzeć. Mimo tych niezaprzeczalnych atutów Doliny Loary, coś nam podpowiada, że chenin blanc może wam się kojarzyć z innym miejscem.

Republika Południowej Afryki – to właśnie tutaj znajdziemy ponad połowę światowych upraw chenin blanc. Afrykańscy winiarze również nie przebierają w stylach, choć najczęściej spotykamy wina wytrawne – świeże, lżejsze, lub krąglejsze, fermentowane i/lub leżakowane w dębowych beczkach. Świetnie też uzupełniają się z innymi emigrantami – chardonnay i viognierem w kupażach.

Podróże kształcą – tak mówią. Dzięki nim możemy lepiej poznać świat, ale też siebie – sprawdzić, jak poradzimy sobie w nowych miejscach, sytuacjach, rolach. Rezultaty bywają znakomite, a prawie zawsze okazują się przynajmniej warte spróbowania. Nie inaczej jest z winami – próbujcie świata – opłaca się.


Cheers.

Zapytaj o produkt
X Zamknij


Wchodząc na stronę oświadczasz, że masz ukończone 18 lat.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu mechanizmu cookie w Twojej przeglądarce.